Parkiet TV: „Wyższe wynagrodzenia, ale i więcej pracy dla rad nadzorczych?”

Prezentujemy wywiad z Arturem Żwakiem, Partnerem Zarządzającym Działem Audytu EY, opublikowany przez „Parkiet” 18 października br., którego główne zagadnienia dotyczyły zmian wprowadzonych przez nowelizację Ustawy z dnia 11 maja 2017 o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz o nadzorze publicznym.

Autor: Jan Morbiato

Termin na powoływanie komitetów audytu mija w najbliższą sobotę. Czy wszystkie spółki, które powinny to zrobić, już zadbały o wyłonienie ze swoich rad nadzorczych tych dodatkowych jednostek?

Komitety audytu nie są nową instytucją, obowiązywały już w poprzednim reżimie prawnym. W nowym reżimie zostały przedefiniowane i na stworzenie tych nowych komitetów audytu faktycznie jest czas do końca tygodnia. Obserwujemy wzmożoną aktywność spółek w ostatnim czasie pod względem dostosowywania komitetów do nowych wymogów, albo tworzenia ich wśród tych spółek, które ich jeszcze nie miały. Zakładam, że większość przedsiębiorstw notowanych dostosuje się do nowych przepisów, choć prawdopodobnie znajdą się i takie podmioty, które nie zdążą.

Co im grozi?

Nowa ustawa o biegłych rewidentach przewiduje w tym przypadku sankcje finansowe, zarówno personalne jak i dla firm. To narzędzie przysługujące regulatorowi rynku, czyli Komisji Nadzoru Finansowego. Kary są drastyczne – personalne do 250 tys. zł, a dla spółek do 10 proc. przychodów. To oczywiście ich maksymalny wymiar.

Ustawa o biegłych rewidentach to nie tylko nowe komitety audytu. Co jeszcze się zmieniło?

Redefinicja komitetów audytu precyzyjnie określa, kto może w takim komitecie zasiadać. Niezależność to słowo klucz – wyłonienie naprawdę niezależnych członków rad nadzorczych dla polskich spółek może być problemem. Zawodowych członków rad nadzorczych, a w zasadzie wchodzących w ich skład komitetów audytu – nie ma zbyt wielu. Nie tylko muszą być niezależni, ale i posiadać wiedzę finansową, a także doświadczenie branżowe. REKLAMA

Wychodząc poza same komitety – ustawa ma bardzo szeroki zakres, reguluje bowiem cały rynek audytorski – współprace komitetów audytu z samymi audytorami, sposób wyboru audytora dla jednostki zainteresowania publicznego (w tym spółki publicznej), wymusza zmianę audytora co pięć lat, do tego nakłada na audytorów zakaz świadczenia usług poza-audytorskich.

Do tej pory audytor badający sprawozdania finansowe spółki mógł jej świadczyć usługi również w zakresie np. doradztwa podatkowego. Teraz – jak pan wspomniał – to się skończy. Czy to oznacza wzrost cen tych usług poza-audytorskich?

Najbliższe lata pokażą, jak ten rynek się ukształtuje, ale pewnie ma pan rację, że rzeczywistość spółek w zakresie usług doradczych zmieni się nie do poznania. Audytor będąc blisko spółki, posiadając informacje, które pozyskał dzięki badaniu jej finansów, mógł je wykorzystać również do świadczenia innych usług i tak się w praktyce działo. Dla spółek to była wygoda, bo nie trzeba było nowym doradcom tłumaczyć pewnych spraw, które audytor dobrze znał. Dzięki temu te dodatkowe usługi mogły być tańsze, szybsze i bardziej efektywne. Tymczasem dostępność drobnych usług związanych z badaniem sprawozdania finansowego jest ograniczona. Każde dodatkowe ograniczenie zmniejsza konkurencję i może wywoływać presję na wzrost cen. Dobrym przykładem takiej usługi jest tłumaczenie sprawozdania finansowego, do tej pory wykonywane przez biegłego rewidenta. To przecież rzecz mechaniczna, w żaden sposób nie wpływająca na obiektywność. Tej usługi audytor już nie będzie mógł świadczyć. Spółki będą musiały zatrudnić wyspecjalizowanego tłumacza, znającego się na finansach, żeby swoim zagranicznym klientom udostępnić sprawozdania finansowe.

To może nie są przykłady zmian na lepsze, ale zgódźmy się – z perspektywy inwestorów niektóre kwestie się poprawią.

Co będą zawierały opinie z badania sprawozdania finansowego, dotychczas raczej lakoniczne i sztampowe…

W przypadku tych opinii do tej pory obowiązywała zasada – im krócej, tym lepiej. W efekcie opinie z badań sprawozdań finansowych rzeczywiście były dość szablonowe. Teraz audytor będzie musiał zawrzeć w opinii więcej informacji na temat tego jak podchodził do badania – jakie są jego najistotniejsze obszary, jakie ryzyka finansowe. Poinformuje w jaki sposób przedyskutował te spawy z komitetem audytu – niezależnym podobnie jak sam audytor. Przypomnę tylko, że właśnie dwie niezależne jednostki – audytor i komitet audytu, mają w założeniu nowych przepisów zapewnić lepszą jakość nadzoru nad finansami spółek. Ciekawa lektura czeka inwestorów w lutym, marcu – będą mogli się przekonać, jak audytorzy ocenili najistotniejsze elementy ryzyka w badanych spółkach. Tych informacji nie będzie dużo, ale będą naprawdę istotne i będą dotykać takich obszarów, które – mówiąc kolokwialnie – mogą wywrócić całe sprawozdanie finansowe. Komitety audytu dostaną od biegłych rewidentów jeszcze więcej informacji, będą więc dla nich bardzo wartościowymi partnerami do dyskusji.

Wracając do komitetów audytu – wspomniał pan, że brakuje im zawodowców…

Łatwo to policzyć – spółek publicznych jest ok. 500, komitet audytu składa się z trzech-czterech osób, to daje nam ok. 2 tys. członków komitetów audytu. Prawdopodobnie osób już teraz spełniających wszystkie kryteria i jednocześnie znających się na rzeczy, jest kilkaset. Moim zdaniem będziemy teraz obserwowali tworzenie się nowej grupy zawodowej – profesjonalnych członków komitetów audytu.

Nie będzie łatwo ich namówić, biorąc pod uwagę potencjalne kary rzędu 250 tys. zł.

Tu rodzi się pytanie do akcjonariuszy – kogą chcą mieć w tych komitetach i ile są gotowi tym ludziom płacić. To będzie argument do podniesienia wynagrodzeń ale jednocześnie wymuszenia trochę więcej pracy – codziennej, bieżącej, a nie tylko na spotkaniach komitetów audytu.

Obejrzyj nagranie rozmowy (wideo)